Witajcie,
malutkimi kroczkami dopełniam całości w pokoiku mojej córeczki. Nowością tym razem jest stolik, który przeszedł renowację ( o tym szczegółowo w napiszę w kolejnym poście), w końcu zawisła daaawno zrobiona tablica. Moim ulubionym elementem pokoju są białe rameczki a w nich rysunki mojej 4-letniej córci. Uwielbiam je, zresztą zawsze chwytają mnie za serce różnego rodzaju galeryjki czy to fotograficzne czy inne wyjątkowe o szczególnym znaczeniu dla właściciela... i takich w moim domu też jest wiele. Coś wspaniałego gdy patrzę na zdjęcie a w nim uchwycona magiczna chwila, zawsze się wtedy do siebie uśmiecham!!! Półka dostała nowe białe wsporniki a na niej przecudny budzik green gate!!! Jest słodko i cukierkowo a najważniejsze że podoba się Majuni!!!
Zapraszam do galeryjki***
sobota, 26 października 2013
środa, 23 października 2013
Lose yourself in a good book!!!!
Witajcie,
kiedy za oknem szaro, zimno i mgliście, wtedy z wielką przyjemnością korzystając z długich wieczorów oddaję się lekturze. Prace ogrodowe przed zimą praktycznie skończone, nowych mebli do przeróbki aktualnie brak więc relaksuję się w sposób jaki uwielbiam.
Wczoraj odebrałam w empiku koleją porcję książek, a wśród nich perełkę – nową, świeżutką powieść jednego z moich ulubionych autorów Khaleda Hosseini – „I góry odpowiedziały echem”. Jak tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach trwałam w stanie wielkiego oczekiwania, bo muszę Wam napisać że Hosseini to człowiek o niesamowitym wyczuciu literackim. Człowiek, który „czarodziejsko” snuje swoje powieści, człowiek w którego "dziełach" jest magia, mądrości życiowe i przesłania, które zmuszają do refleksji. Jego język literacki i sposób w jaki wciąga czytelnika w świat swoich opowiadań sprawiają że do jego książek wraca się kilkakrotnie bo poruszają serce i zostają w nim na dłużej!!!
W mojej biblioteczce mam dwie wcześniejsze książki tego autora „Chłopiec z latawcem” i „Tysiąc wspaniałych słońc” obie cudne i magiczne.
Gorąco polecam, a ja uciekam z nową lekturą w swój książkowy świat i jestem przekonana że się nie zawiodę….
kiedy za oknem szaro, zimno i mgliście, wtedy z wielką przyjemnością korzystając z długich wieczorów oddaję się lekturze. Prace ogrodowe przed zimą praktycznie skończone, nowych mebli do przeróbki aktualnie brak więc relaksuję się w sposób jaki uwielbiam.
Wczoraj odebrałam w empiku koleją porcję książek, a wśród nich perełkę – nową, świeżutką powieść jednego z moich ulubionych autorów Khaleda Hosseini – „I góry odpowiedziały echem”. Jak tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach trwałam w stanie wielkiego oczekiwania, bo muszę Wam napisać że Hosseini to człowiek o niesamowitym wyczuciu literackim. Człowiek, który „czarodziejsko” snuje swoje powieści, człowiek w którego "dziełach" jest magia, mądrości życiowe i przesłania, które zmuszają do refleksji. Jego język literacki i sposób w jaki wciąga czytelnika w świat swoich opowiadań sprawiają że do jego książek wraca się kilkakrotnie bo poruszają serce i zostają w nim na dłużej!!!
W mojej biblioteczce mam dwie wcześniejsze książki tego autora „Chłopiec z latawcem” i „Tysiąc wspaniałych słońc” obie cudne i magiczne.
Gorąco polecam, a ja uciekam z nową lekturą w swój książkowy świat i jestem przekonana że się nie zawiodę….
sobota, 12 października 2013
Coś dla ciała i coś dla ducha!!!
Witajcie,
Pozazdrościłam pyszności Ani z Villi Ringberg i postanowiłam upiec takie bułeczki własnoręcznie. Przepis troszkę zmodyfikowałam, do cynamonowych dodałam pokruszone migdały i orzechy oraz posypałam brązowym cukrem. Poszłam na łatwiznę zwinęłam ciasto jak roladę i pociełam w 2 cm kawałki. Dodatkowo upiekłam wersję z makiem dla mojego męża, który nie cierpi cynamonu a ponadto ma alergię na orzechy... wyszły pyszne!!! Dom wypełnił się słodkim cynamonowym zapachem przeplatającym się z wonią cytryny dodanej do maku... To dla tytułowego ciała a dla ducha świetna powieść Joanny Miszczuk pod tytułem "Matki, żony, czarownice". Po książkę sięgnęłam bez przekonania, ale kilka akapitów sprawiło że zatraciłam się w niej całkowicie. Świetnie napisana, a przede wszystkim fantastycznie przemyślana i skonstruowana!!!
Przyjemny język, dobry żart spawiają że książkę czyta się z wielką przyjemnością. Fantastyczna pozycja na długie jesienne wieczory!!!
"...największym życiowym celem każdego człowieka jest być szczęśliwym. Prawdziwą sztuką zaś jest dokonać tego tak, aby inni byli szczęsliwi z tobą..." s.495
polecam!!!
Pozazdrościłam pyszności Ani z Villi Ringberg i postanowiłam upiec takie bułeczki własnoręcznie. Przepis troszkę zmodyfikowałam, do cynamonowych dodałam pokruszone migdały i orzechy oraz posypałam brązowym cukrem. Poszłam na łatwiznę zwinęłam ciasto jak roladę i pociełam w 2 cm kawałki. Dodatkowo upiekłam wersję z makiem dla mojego męża, który nie cierpi cynamonu a ponadto ma alergię na orzechy... wyszły pyszne!!! Dom wypełnił się słodkim cynamonowym zapachem przeplatającym się z wonią cytryny dodanej do maku... To dla tytułowego ciała a dla ducha świetna powieść Joanny Miszczuk pod tytułem "Matki, żony, czarownice". Po książkę sięgnęłam bez przekonania, ale kilka akapitów sprawiło że zatraciłam się w niej całkowicie. Świetnie napisana, a przede wszystkim fantastycznie przemyślana i skonstruowana!!!
Przyjemny język, dobry żart spawiają że książkę czyta się z wielką przyjemnością. Fantastyczna pozycja na długie jesienne wieczory!!!
"...największym życiowym celem każdego człowieka jest być szczęśliwym. Prawdziwą sztuką zaś jest dokonać tego tak, aby inni byli szczęsliwi z tobą..." s.495
polecam!!!
poniedziałek, 30 września 2013
Już jest!
Witajcie,
Kredens już stoi na swoim miejsce ku uciesze mojego męża, który wreszcie "cieszy" się przestrzenią w garażu!
Zawsze po takich dużych meblach mówię sobie że to ostatni a za chwilę oglądam na allegro kolejne cudeńka i już wiem że na tym się nie skończy. Kredens wymagał dużo pracy. Zrezygnowałam z drogich farb Annie Sloan na rzecz akrylowo-wodnej farby duluxa. Blat zabejcowałam i pomalowałam lakierem matowym. Piękne uchwyty i gałki kupiłam tutaj są bardzo ładne i dobrej jakości i co najważniejsze dodają uroku.
W końcu pozbyłam się stojących na podłodze słoików, wszystko jest na swoim miejscu i wygląda bardzo ładnie. A dla porównania kredensik przed malowaniem wyglądał tak.
Piękny jest teraz prawda?!!!
To jeszcze nie koniec malowania, właśnie kończę stolik do pokoju mojej córeczki, ale o tym w kolejnym poście!!
pozdrawiam***
Kredens już stoi na swoim miejsce ku uciesze mojego męża, który wreszcie "cieszy" się przestrzenią w garażu!
Zawsze po takich dużych meblach mówię sobie że to ostatni a za chwilę oglądam na allegro kolejne cudeńka i już wiem że na tym się nie skończy. Kredens wymagał dużo pracy. Zrezygnowałam z drogich farb Annie Sloan na rzecz akrylowo-wodnej farby duluxa. Blat zabejcowałam i pomalowałam lakierem matowym. Piękne uchwyty i gałki kupiłam tutaj są bardzo ładne i dobrej jakości i co najważniejsze dodają uroku.
W końcu pozbyłam się stojących na podłodze słoików, wszystko jest na swoim miejscu i wygląda bardzo ładnie. A dla porównania kredensik przed malowaniem wyglądał tak.
Piękny jest teraz prawda?!!!
To jeszcze nie koniec malowania, właśnie kończę stolik do pokoju mojej córeczki, ale o tym w kolejnym poście!!
pozdrawiam***
czwartek, 26 września 2013
Kredens-reaktywacja!
Witajcie,
Dziś zdradzę mały rąbek moich tajemnych poczynań w garażu. W końcu zabrałam się za malowanie kredensu, który stanie w spiżarce. Mozolna to praca i bardzo czasochłonna bo wróciłam do farby akrylowej wodnej a ta wymaga kilku dobrych warstw. Kredens w całości jest sosnowy, na szczęście nie musiałam go matowić bo mebelek choć był użytkowany to drzewo było zupełnie surowe. Wykończenie zabierze mi jeszcze trochę czasu. Blat trzeba polakierować i przykręcić nowe uchwyty ale powoli zbliżam się do końca i muszę Wam powiedzieć że już teraz widzę że efekt będzie bardzo ładny.
Zapraszam do mojej skromnej galeryjki i pozdrawiam bardzo cieplutko***
Dziś zdradzę mały rąbek moich tajemnych poczynań w garażu. W końcu zabrałam się za malowanie kredensu, który stanie w spiżarce. Mozolna to praca i bardzo czasochłonna bo wróciłam do farby akrylowej wodnej a ta wymaga kilku dobrych warstw. Kredens w całości jest sosnowy, na szczęście nie musiałam go matowić bo mebelek choć był użytkowany to drzewo było zupełnie surowe. Wykończenie zabierze mi jeszcze trochę czasu. Blat trzeba polakierować i przykręcić nowe uchwyty ale powoli zbliżam się do końca i muszę Wam powiedzieć że już teraz widzę że efekt będzie bardzo ładny.
Zapraszam do mojej skromnej galeryjki i pozdrawiam bardzo cieplutko***
środa, 18 września 2013
Coś wyjątkowego!!!!
Witajcie
Dziś zaglądam do Was z wyjąkową książką- książką, która skradła moje serce!!! Jest to piękna opowieść o poświęceniu, cierpieniu, śmierci i szczerej, dozgonnej miłośći dwojga młodych ludzi zagubionych w realiach II wojny światowej. Tatiana i Aleksander, Tatia i Szura... jest w nich coś magicznego, coś co nie pozwala oderwać się od powieści, co wciąga w ich świat bez reszty... Czytasz i czujesz że nie możesz jeść, że nie możesz zasnąć dopóki nie dobrniesz do końca choć pierwsza część "Jeździec Miedziany" ma ponad 700 stron!!! druga nosi tytuł "Tatiana i Aleksander" autorka Paullina Simons.
"Wspaniały dzień. Przez pięć minut nie było żadnej wojny, tylko cudowna czerwcowa niedziela w spokojnym Leningradzie. Kiedy oderwawszy wzrok od lodów, spojrzała przed siebie, zobaczyła, że po drugiej stronie ulicy patrzy na nią jakiś wojskowy. W mieście garnizonowym, takim jak Leningrad, wojskowy to nic nadzwyczajnego. Żołnierzy mieli tu na pęczki. Zobaczyć żołnierza to jak zobaczyć staruszkę z pełną siatką albo kolejkę przed sklepem, albo budkę z piwem. W normalnych okolicznościach Tatiana ominęłaby go wzrokiemi poszła dalej, zwłaszcza że ten gapił się na nią z miną, jakiej nigdy dotąd u nikogo nie widziała. Przestała lizać lody. Jej chodnik tonął już w cieniu, natomiast chodnik żołnierza zalewało silne popołudniowe słońce. Patrzyła na niego przez krótką chwilę i właśnie wtedy, w momenicie gdy spojrzała mu prosto w twarz, poczuła że coś w niej drgnęło. Chciałaby powiedzieć że drgnęło leciutko, ot niezauważalnie, lecz było zupełnie inaczej. Było tak, jakby jej serce zaczęło pompować krew czteremi komorami na raz, zalewając ją i płuca i całe ciało. Zamrugła. Nie wiedzieć czemu zaczęła oddychać szybciej i płycej..."
Nie będę się rozpisywać i tonąć w zachwytach, przeczytajcie koniecznie... ja choć dopiero skończyłam zaczęłam pochłaniać je od nowa... piękna historia po prostu cudna... Gorąco polecam!!!!
Dziś zaglądam do Was z wyjąkową książką- książką, która skradła moje serce!!! Jest to piękna opowieść o poświęceniu, cierpieniu, śmierci i szczerej, dozgonnej miłośći dwojga młodych ludzi zagubionych w realiach II wojny światowej. Tatiana i Aleksander, Tatia i Szura... jest w nich coś magicznego, coś co nie pozwala oderwać się od powieści, co wciąga w ich świat bez reszty... Czytasz i czujesz że nie możesz jeść, że nie możesz zasnąć dopóki nie dobrniesz do końca choć pierwsza część "Jeździec Miedziany" ma ponad 700 stron!!! druga nosi tytuł "Tatiana i Aleksander" autorka Paullina Simons.
"Wspaniały dzień. Przez pięć minut nie było żadnej wojny, tylko cudowna czerwcowa niedziela w spokojnym Leningradzie. Kiedy oderwawszy wzrok od lodów, spojrzała przed siebie, zobaczyła, że po drugiej stronie ulicy patrzy na nią jakiś wojskowy. W mieście garnizonowym, takim jak Leningrad, wojskowy to nic nadzwyczajnego. Żołnierzy mieli tu na pęczki. Zobaczyć żołnierza to jak zobaczyć staruszkę z pełną siatką albo kolejkę przed sklepem, albo budkę z piwem. W normalnych okolicznościach Tatiana ominęłaby go wzrokiemi poszła dalej, zwłaszcza że ten gapił się na nią z miną, jakiej nigdy dotąd u nikogo nie widziała. Przestała lizać lody. Jej chodnik tonął już w cieniu, natomiast chodnik żołnierza zalewało silne popołudniowe słońce. Patrzyła na niego przez krótką chwilę i właśnie wtedy, w momenicie gdy spojrzała mu prosto w twarz, poczuła że coś w niej drgnęło. Chciałaby powiedzieć że drgnęło leciutko, ot niezauważalnie, lecz było zupełnie inaczej. Było tak, jakby jej serce zaczęło pompować krew czteremi komorami na raz, zalewając ją i płuca i całe ciało. Zamrugła. Nie wiedzieć czemu zaczęła oddychać szybciej i płycej..."
Nie będę się rozpisywać i tonąć w zachwytach, przeczytajcie koniecznie... ja choć dopiero skończyłam zaczęłam pochłaniać je od nowa... piękna historia po prostu cudna... Gorąco polecam!!!!
wtorek, 10 września 2013
U mnie dziś chorobowo...
Witajcie,
Pierwsze chłodniejsze dni, pierwszy tydzień dziecka w przedszkolu i już chorujemy!!!
Najpierw córcia teraz ja!! Zaliczam pierwsze zwolnienie tej "jesieni" i choć nie jest wesoło bo to rotawirusy to staram się miło spędzić czas i trochę zrelaksować. Na pocieszenie pięknie wyszło słoneczko więc postanowiłam pokazać Wam mój salon skąpany w jego blasku. Nacieszyć się nie mogę i trochę mi żal że wkrótce dni będą krótsze i dużo, dużo chłodniejsze. Ale co tam jesień też jest piękna, popatrzcie tylko na te wrzosy!!! Pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie i zdrówka życzę!!! :-)
Pierwsze chłodniejsze dni, pierwszy tydzień dziecka w przedszkolu i już chorujemy!!!
Najpierw córcia teraz ja!! Zaliczam pierwsze zwolnienie tej "jesieni" i choć nie jest wesoło bo to rotawirusy to staram się miło spędzić czas i trochę zrelaksować. Na pocieszenie pięknie wyszło słoneczko więc postanowiłam pokazać Wam mój salon skąpany w jego blasku. Nacieszyć się nie mogę i trochę mi żal że wkrótce dni będą krótsze i dużo, dużo chłodniejsze. Ale co tam jesień też jest piękna, popatrzcie tylko na te wrzosy!!! Pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie i zdrówka życzę!!! :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























